Wielki powrót!

Hej! Jak tam, jak Wam idzie walka z pryszczami? Mam nadzieję, że co najmniej tak dobrze jak mi, bo ten problem już prawie dla mnie nie istnieje, co za ulga!

Odkąd jednak mój trądzik zaczął znikać po preparacie o takim naturalnym składzie, zaczęłam bardziej interesować się mocą ziół, olejków i innych dobrych dla urody specyfików, do których nie trzeba laboratorium. Powrót na łono przyrody jest teraz zresztą szalenie modny w Internecie i u wielkich kosmetycznych marek. Prześcigają się w podawaniu składów swoich kremów i mazideł pozbawionych chemicznych dodatków.

Zaraziłam się totalnie tą zdrową modą na wszystko, co naturalne. Postanowiłam dlatego jeszcze lepiej zadbać o moją pozbawioną już zmian trądzikowych, lecz wciąż delikatną cerę.

Przede wszystkim postawiłam na kosmetyki mineralne. Mój makijaż jest teraz bardzo minimalistyczny, ale wciąż lubię podkreślić np. swoje zielone oczy. Używam więc mineralnych cieni do powiek, pozbawionych parabenów i chemicznych barwników. A efekt i tak osiągam rewelacyjny!

Zrobiłam sobie własny super-naturalny tonik do twarzy, którym przemywam twarz po zmyciu makijażu. Zalałam dwie łyżki posiekanej natki pietruszki kubkiem wrzątku. Po ostygnięciu przelałam napar do buteleczki i wstawiłam do lodówki.

O cerę możemy także dbać od wewnątrz, dlatego do swojej diety też wprowadziłam kilka ulepszeń. Zaczęłam pić herbatkę ziołową ze skrzypu i pokrzywy, które działają nie tylko na skórę, ale także na włosy i paznokcie! Zadbałam o to, żeby w moich posiłkach było więcej tłustych ryb, które są bogate w kwasy omega-3 oraz składników zawierających zbawienną dla skóry (ale i oczu!) witaminy A. Pełno jest jej np. w marchwi i innych warzywach o pomarańczowym i zielonym kolorze.

I na koniec, o czym często się zapomina, zdrowy sen! Tak, on jest także świetnym kosmetykiem. Dlatego staram się kłaść do łóżka i wstawać o tych samych porach, zawsze wieczorem przed snem wietrzę pokój, staram się nie korzystać z komputera na godzinę przed pójściem spać.

A Wy? Macie jeszcze jakieś patenty pielęgnacyjne? 😉

Davercin nie działa? Jak próbowałam wyleczyć trądzik

Chciałam się Wam dzisiaj pochwalić, że w końcu podjęłam decyzję! Koniec z „maską” na twarzy. Czas stanąć twarzą w twarz z problemem i zacząć go rozwiązywać, a nie tylko czekać aż sam minie. Akurat skończył mi się zresztą kolejny podkład, więc nie kupuję nowego, tylko przeznaczam pieniądze na jakiś preparat prosto z apteki!

davercinStwierdziłam, że nie będę szukać w Internecie, tylko poszłam do najbliższej apteki i zapytałam o jakiś dobry lek. Pani wymieniła mi bardzo wiele różnych preparatów i szczególną uwagę zwróciła na Davercin. Jest to jednak antybiotyk, więc musiałabym pójść do lekarza po receptę. W zasadzie tylko mnie to zachęciło, bo skoro musi to przepisać lekarz, to lek na pewno jest przetestowany wzdłuż i wszerz, i musi działać!

Dlatego też odczekałam swoje na wizytę, zrealizowałam receptę, zostawiając w aptece 25 zł, zaczęłam stosowanie i… czekałam na cud. Cud, który się nie wydarzył. Ale od początku.

Davercin to taki roztwór, którym należy nasączyć wacik i potraktować nim wszystkie miejsca, w których mamy krosty i pryszcze. Jako że mam niestety ten problem też na plecach, musiałam prosić o pomoc mamę, bo sama nie dostałabym do wszystkich miejsc :/ Pierwsze wrażenia? Dość piekące! Ale czego się nie robi dla urody. Poza tym, potem przestaje to już być aż tak dokuczliwe.

Po kilku dniach zauważyłam, że moja skóra zaczęła się oczyszczać! Stany zapalne się zmniejszały, krosty się zmniejszały. Byłam zachwycona. Szkoda, że tylko do czasu kiedy któregoś dnia wstałam rano i zauważyłam, że stare pryszcze co prawda zanikają, ale pojawiło się kilka nowych! Istna walka z wiatrakami :/

Poza tym przeczytałam, że nie należy go stosować dłużej niż 3 miesiące. Co z tego więc, że pozbędę się pryszczy, skoro zaraz powstaną mi nowe??

Odstawiłam Davercin. Może to i jest dobry lek, skoro farmaceutka go poleciła, a lekarz bez szemrania mi go wypisał, ale u mnie się nie sprawdził. Muszę szukać dalej.

RUNDA II, CZYLI PRÓBUJĘ NONACNE

Wcześniej dałam szansę specyfikom aptecznym, teraz więc pora na przeszukanie Internetu. Przekopałam się przez milion wątków na znanych forach i od ilości środków, których ludzie używają aż rozbolała mnie głowa! Któremuś jednak musiałam dać szansę i wybór padła na Nonacne. Na stronie producenta dowiedziałam się, że ten produkt to głównie jakieś zioła, witaminy i minerały. Serio, zioła mają mi pomóc?? Z drugiej strony jednak przeczytałam sporo pozytywnych recenzji, dlatego kliknęłam „kup” i po kilku dniach mogłam już zacząć testować ten specyfik.

Nonacne

Tym razem nie musiałam spędzać kilkunastu minut w łazience by dokładnie pokryć wszystkie zmiany trądzikowe. Nie musiałam też prosić o pomoc mamy, bo wystarczyło 2 razy dziennie połknąć tabletkę. Na miesięczną kurację poszło 150 zł, na które pracowałam kilka wieczorów, więc zaciskałam w myślach kciuki, by to zadziałało.

Najpierw moja buzia stała się jakby… mniej czerwona. Kto ma cerę trądzikową, ten zrozumie w czym problem! Był to dobry znak, ale wolałam nie zapeszać. Po jakichś dwóch tygodniach pryszcze zaczęły się jednak wyraźnie zmniejszać, a moja cera oczyszczać! Co rano uparcie szukałam nowych i przyglądałam się uważnie mojej skórze, ale nic się nie pojawiało!

Teraz, kiedy to piszę, minęły już dwa miesiące, a ja nadal cieszę się jak dziecko J Wiecie, jaka to ulga móc wstać godzinę później, bo nie trzeba już spędzać tyle czasu robiąc makijaż?

Pomyślałam, że moje zainteresowania związane z make-up-em wykorzystam idąc po wakacjach na studia związane z charakteryzacją. Sama jednak nie muszę już jej na sobie stosować!

Przed chwilą zamówiłam kolejne opakowanie Nonacne (na ich stronie: http://nonacne.pl). Mój trądzikowy problem jest już o wiele mniejszy i teraz czekam już tylko aż całkiem się go pozbędę 🙂

Na sam koniec postanowiłam, że pokażę Wam jak zmieniła się moja twarz, kilka osób prosiło mnie o zdjęcie, więc proszę, sami zobaczcie!

olga

MOJE ŻYCIE Z TRĄDZIKIEM…

Trądzik to mój największy kompleks. Niby wiem, że to typowe dla osób w moim wieku, ale i tak nie potrafię tego zaakceptować. W XXI wieku, kiedy tyle innych chorób da się już wyleczyć??

Czasem tylko mam wrażenie, że inni to bagatelizują. W końcu to tylko parę krostek… Akurat… Parę krostek, które całkowicie odbierają mi pewność siebie. Moje koleżanki czasem panikują, kiedy przez ważną randką albo imprezą wyskoczy im jakiś pojedynczy pryszcz na czole. Ja mam to na co dzień. I to na całej twarzy, a nawet na plecach i dekolcie! Pryszcze, krostki, zaczerwienienia, a na domiar złego jeszcze mnóstwo zaskórników.

Moja mama mówi, że u nas to rodzinne i że nic na to nie poradzę. Dlatego zaczęłam tak bardzo interesować się makijażem i obecnie idzie mi coraz lepiej w zakrywaniu mojej okropnej cery. Jeśli radzicie sobie z pryszczami podobnie jak ja, pamiętajcie, że źle dobrane kosmetyki mogą zaostrzać zmiany trądzikowe! Z drugiej strony dobre jakościowo produkty kosztują fortunę, a na „maskę”, pod którą ukrywam się na co dzień idzie ich naprawdę sporo!

Mogę co prawda odłożyć na to trochę pieniędzy, bo czasem dorabiam jako niania dla dzieci mojej sąsiadki, ale wolałabym przeznaczyć je na coś, co pozwoli mi rozwiązać ten problem, a nie jedynie go przykryć :/

Myślałam też o tym, żeby zebrać większą kwotę i pójść na jakiś zabieg do kosmetyczki. Na trądzik polecany jest chociażby laser (nie uważacie, że używają go ostatnio do wszystkiego?). Chodzi o laser kosmetyczny IPL, który zabija bakterie odpowiedzialne za nasze pryszcze. Ale oczywiście pojedynczy zabieg nie wystarczy i trzeba ich wykonać co najmniej kilka…

Na cerę trądzikową stosuje się też peeling kawitacyjny. Polega on na wykorzystaniu ultradźwięków i można nim oczyścić cerę głęboko i, co dla mnie ważne w przypadku zabiegów, bezboleśnie! Tu też dobrze by było robić taki peeling np. raz w miesiącu…

Czytałam też o mikrodermabrazji, która też daje głębokie oczyszczenie cery, ale zdania są na jej temat podzielone, jeśli chodzi o wykonanie jej przy cerze typowo trądzikowej, może więc lepiej nie ryzykować?

Jak czytam o tych wszystkich sposobach i metodach, to mam w głowie prawdziwy mętlik. Zabiegi pewnie pomagają, ale ich ceny często są naprawdę spore :/ Może da się jakoś inaczej, wy znaleźliście jakiś dobry sposób?